Menu

Polecamy strony

Wyszukiwanie

"Nowa Myśl Polska"

Lęk czai się w „Wołaniu z Wołynia”

Zdzisław Szuba

Kiedyś w sierpniowy dzień 1991 roku, gdy czekaliśmy na przyjazd Ojca Świętego do Prokocimia, podszedł do mnie krakowski kleryk i zwierzył mi się z pragnienia podjęcia służby kapłańskiej na Wschodzie. Śledziłem potem dzielne poczynania młodego górala z Białego Dunajca, duszpasterzującego na Ukrainie. Przysyłał do redakcji „Słowa Powszechnego” wydawany przez siebie w Ostrogu dwumiesięcznik „Wołanie z Wołynia” (WzW), który stał się z czasem oficjalnym pismem religijno-społecznym wznowionej w 1996 roku rzymskokatolickiej diecezji łuckiej. Dziękował czytelnikom Słowa za finansowe wsparcie podejmowanych przez siebie inicjatyw. Dziś to pismo formatu 40-kartkowego zeszytu czytam z niezmiennym wciąż zainteresowaniem w bibliotece warszawskiego seminarium metropolitalnego, dokąd, na szczęście, dociera regularnie, dzięki zapobiegliwości redakcji, czego nie można, niestety, powiedzieć o innych polskich periodykach zza wschodniej granicy, których nie stać na opłatę pocztową.

Z okazji wydania 50. numeru (styczeń-luty 2003) pisał m. in. ks. Witold Józef Kowalów, redaktor naczelny WzW, że „pięćdziesięcioletnia przerwa w istnieniu struktur Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie spowodowała to, że musimy na nowo poznawać dziedzictwo duchowe naszych przodków”. O tym ukazywaniu przeszłości katolickiej Wołynia zaświadczają dziś nie tylko roczniki omawianego pisma, ale i działające przy nim wydawnictwo, w którym w ramach Biblioteki WzW ukazały się już dziesiątki pozycji (również w języku ukraińskim) przypominających historię tej ziemi. Dziesiątki artykułów napisał sam ks. Kowalów, historyk i publicysta współpracujący także z innymi pismami w Polsce i z KUL-owską „Encyklopedią Katolicką”. Dokumentowana jest odbudowa Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie, zwłaszcza historycznego biskupstwa polskiego w Łucku, mającego obecnie 36 parafii (po roku 1945 przetrwała zaledwie jedna, w Krzemieńcu) . Przedstawiani są związani z tą ziemią nowi nasi święci, abp Zygmunt Feliński i Jan Beyzym TJ, duchowni, skazywani kiedyś także i u nas na zapomnienie, jak biskup-wygnaniec Adolf Szelążek, czy głośni ze swej misji na Wschodzie (m. in. w Kazachstanie) sługa Boży o. Serafin Kaszuba i kiedyś bywający w PAX-ie ks. Władysław Bukowiński, którego proces beatyfikacyjny jest obecnie w WzW postulowany. Dowiedzieć się możemy wiele o odbudowie zabytkowych świątyń, o wojennych i późniejszych dziejach łaskami słynących obrazów, m.in. Pana Jezusa Tarnorudzkiego, dziś znajdującego się w Zielonce koło Pasłęka, czy Matki Bożej Krechowieckiej (obecnie w Augustowie) i Matki Bożej Swojczowskiej, który znalazł schronienie w Otwocku koło Warszawy.

Wołyń jednakże słynący kiedyś u nas z przysłowiowych bogatych obywateli, o którym słusznie twierdzono, że, jak inne nasze ziemie, posiada swe rozliczne skarby, zapisał się w pamięci naszych współczesnych jako ziemia polskiej gehenny, dotknięta zbrodnią ludobójstwa. Niestety, w „Wołaniu z Wołynia” znaleźć można słabe tylko tego echa. Pobrzmiewają one głównie we wspomnieniach wołyniaków, przedrukowywanych na łamach WzW z wydawanych u nas czasopism lub innych publikacji. Uderza, że w powstałych na miejscu opracowaniach (na przykład w hasłach KUL-owskiej „Encyklopedii”) pomijane są wołające o pamięć owe akty ludobójstwa dokonywane na ludności polskiej, także w świątyniach rzymskokatolickich, w tylu, tylu miejscowościach Wołynia. Dopiero w ostatnim za rok 2003 numerze tego pisma znajdujemy materiały związane z obchodami 60. rocznicy krwawych wydarzeń na Wołyniu, które w istocie z pogromem Polaków przyniosły zagładę diecezji łuckiej. Pomieszczone zostało przesłanie Papieża Jana Pawła II do hierarchii Kościoła katolickiego w Polsce i na Ukrainie z okazji rocznicy tych tragicznych wydarzeń oraz oficjalne wystąpienia prezydentów Polski i Ukrainy 11 lipca ub. roku w Porycku przy krzyżu z zafałszowanym napisem na mogile polskich ofiar. Jest też obszerne sprawozdanie z „żałobnej” uroczystości w innej wołyńskiej miejscowości, po której została już tylko pamięć, Borszczówki, gdzie na zbiorowej mogile, w obecności tym razem żony i teścia naszego prezydenta, poświęcona została również zafałszowana tablica „pamiątkowa” na grobie rodaków, którzy mieli tam swój dom. Można się zastanawiać, jak to jest możliwe, że podczas gdy w Polsce, przy finansowym wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, mogą ukazywać się pisma mniejszości ukraińskiej nie tylko gloryfikujące ukraińskie zbrodnicze organizacje i poniżające nasz kraj, podczas gdy nasi rodacy, również od pokoleń tam żyjący, nie mają prawa do prawdy. Pewne wyjaśnienie znaleźć można w wywiadzie sprzed trzech lat z obecnym biskupem łuckim Markijanem Trofimiakiem dla naszej KAI, a przedrukowanego następnie w WzW. Mówił: „Wciąż istnieje tu pamięć rzezi ludności polskiej, jakie miały tu miejsce przy końcu wojny, i do dziś wielu katolików boi się ujawnić”.

Zdzisław Szuba

["Nowa Myśl Polska" nr 7 z 15 lutego 2004 roku]

Święta

Poniedziałek, III Tydzień Wielkanocny Rok A, I Dzień powszedni albo wspomnienie dowolne św. Józefa, rzemieślnika

Sonda

Kiedy powinna być Msza Święta wieczorna w czasie wakacji?

Powinna być o godzinie 18:00

Powinna być o godzinie 19:00

Jest to dla mnie bez różnicy


Licznik

Liczba wyświetleń:
3054403

Statystyki

Zegar