Menu

Polecamy strony

Wyszukiwanie

Męczennica za wiarę

s. Jadwiga Alojza Gano

SIOSTRA   JADWIGA   ALOJZA   GANO   (1910-1943)
Męczenniczka za wiarę

Urodziła się w Moskwie, dnia 10 października 1910 roku, jako córka Ludwika i Jadwigi z domu Rajner.
Polska, katolicka rodzina Ganów, podzieliła los wielu Polaków, zesłanych w syberyjskie łagry. Ojciec jako urzędnik państwowy został zesłany na Syberię. Rodzice Jadwigi i starszy brat Władysław, dotarli do Sludzianki nad Bajkałem. Ojciec podjął pracę na kolei. Był maszynistą pociągów pospiesznych. Matka zajmowała się domem.
Na Syberię już w 1908 roku, na prośbę Ojca Honorata przybyły Siostry Sercanki. W Irkucku, zwanym „perłą Syberii”, prowadziły Zakład Wychowawczy dla Sierot. W gronie wychowanek była Jadwiga Gano. Mieszkała w Internacie i uczęszczała do Gimnazjum. Zdobyła średnie wykształcenie, tzw. „dużą maturę”.
Jadwiga odznaczała się inteligencją i pobożnością. Zdawała sobie sprawę z sytuacji rodziców, którzy zmuszeni byli żyć na Syberii. Mimo sprzeciwu ojca w 1921 roku, wstąpiła w Irkucku do Zgromadzenia. Tam odbywała postulat, pracując w Sierocińcu jako wychowawczyni. W rok później przyjechała z Siostrami do Polski.
W Nowym Mieście, została przyjęta do nowicjatu i otrzymała zakonne imię Alojza. Po rocznej formacji w nowicjacie, dnia 04 lipca 1924 roku, złożyła Profesję zakonną, a w 1928 roku, śluby wieczyste.
Jako młoda profeska, przez 2 lata była wychowawczynią, w Szkole Podstawowej przy ul. Czerniakowskiej, w Warszawie. Wówczas zdobyła Dyplom wychowawczyni, firmowany przez Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej. Przez co uzyskała pełne uprawnienia do pracy pedagogicznej. Kontynuowała ją, jako wychowawczyni w Sierocińcu w Swisłoczy i w Siedlcach.
W 1932 roku, pracowała w księgarni w Łomży, o czym świadczy fragment Jej listu do M. Izabeli Moller. Cytuję: „W sklepie pracy teraz niedużo. Mogę więcej zajmować się ręczną robotą”.
Tegoż roku, odpowiadając na apel holenderskiego Kapucyna O. Cyryla Gondulfa Fermonta i Przełożonej Generalnej Zgromadzenia Matki Elizy Gołębiowskiej, zgłosiła się do pracy misyjnej wśród Unitów na Polesiu, w Diecezji Pińskiej. Przyjęła wschodni obrządek i w 1933 roku, wraz z innymi Siostrami przyjechała do Lubieszowa.
Lubieszów (kiedyś: Nowy Dolsk) stanowił osadę i dobra należące do Książąt Dolskich,  niedaleko granicy Wołynia. Pochodzi z XVII w., tu w Gimnazjum prowadzonym przez Księży Pijarów kształcił się Polski bohater Tadeusz Kościuszko. Na jego cześć nazwano jedną z pobliskich wsi Kościuszkowcami. Od 1756 r., w Lubieszowie istniał klasztor Ojców Kapucynów Prowincji Warszawskiej. Od 1933 roku Ojcowie Kapucyni prowadzili misje wschodniego obrządku. Podczas drugiej wojny świtowej Lubieszów okrył się chwałą męczenników za wiarę katolicką. Stali się oni największą chlubą miasta.
W Lubieszowie Siostra Jadwiga, jako przełożona domu, wykazała wielkie zdolności organizacyjne i niespożytą energię. Rozbudowała dom mieszkalny dla Sióstr i założyła gospodarstwo. Siostry utrzymywały się z pracy na polu i z gospodarstwa. „Siostra Przełożona jest bardzo pracowitą. Krząta się przy garnkach, gotuje obiad”, czytamy w Kronice Domu.
O poczuciu odpowiedzialności, jako przełożonej domu świadczy fragment Jej listu z 1935 roku. Pisała: „Wiele mi dał Pan, bo to wszystko Jego. Jestem niczym i nic nie posiadam. Jakie to dziwne – nic nie posiadająca i sama błądząca wysłuchuje i musi uczyć lepszych od siebie”.
Siostra Jadwiga przyjęła pod opiekę 15 dziewczynek w wieku od 4-12 lat, był to Sierociniec dla dzieci unickich. Sama pełniła obowiązki kierowniczki. Darzyła Siostry i dzieci matczyną opieką, mimo swego gwałtownego charakteru, którego była świadoma i nad którym starała się nieustannie pracować. „Lecz taką naturę dał mi Pan i to jest naprawdę moja pokuta do śmierci”, pisała w liście, w 1935 roku.
Często za odruchy niecierpliwości przepraszała Siostry. Upokarzała się, a za sprawione przykrości wynagradzała. Cytuję: „Od tamtego pamiętnego dnia modlę się codziennie, by choć modlitwą w części wynagrodzić uczynioną krzywdę. Jeszcze raz proszę o przebaczenie” (List z dn. 09.01.1936 r).
Życie domowej wspólnoty w Lubieszowie obrazuje wyjęty fragment z „Kroniki Domu w Lubieszowie i Uhryniczach”, pisany przez Siostrę Różę Kraciuk. Oto jego treść: „Wszystko na stojąco, tylko rozmyślanie siedząc. Każda modlitwa w języku słowiańskim. Rozmyślanie czytała Siostra Przełożona po polsku. (...)  Po wszystkich modlitwach udajemy się na Mszę św., do klasztoru OO. Kapucynów, odległego od naszego domu o 5 minut drogi. Msza św. wschodniego obrządku, nawet cicha, trwa nie krócej jak godzinę. (...) Wracamy do domu. Zastajemy już posprzątane we wszystkich pokojach. Ta Siostra, która została z dziećmi już zdążyła zrobić wszędzie porządek. (...) Przy stole całkowite milczenie. Siostra Przełożona nam podawała posiłek, chociaż naprawdę była chora i sama nic innego, tylko to samo jadła. Po śniadaniu każda z Sióstr udaje się do pracy. (...) O godzinie 1-wszej dzwonek na obiad. Zaczyna się modlitwa przed posiłkiem, czytanie po polsku naszych Konstytucji i wspólna rekreacja. Wszystko tchnie miłością Bożą. Po rekreacji, ćwiczenia popołudniowe. W Kaplicy naszej nie było żadnego klęcznika. Każda z nas nie wyłączając Siostry Przełożonej miała swój stołeczek”.
Nieco dalej widnieją słowa: „Siostra Przełożona na każdym kroku dawała nam z siebie wzór, ale też wymagała posłuszeństwa, zachowania obserwancji zakonnej. Która z Sióstr wychodziła z domu miała obowiązek przyjść do Siostry Przełożonej i poprosić o Błogosławieństwo”.
Siostra Jadwiga Gano podjęła w Lubieszowie pracę misyjną, w obrządku bizantyjsko – słowiańskim. Ułatwiała Siostrom pracę misyjną w okolicznych wioskach. Uczyła je słowiańskiego języka. Cytuję: „Nasza Siostra Przełożona każdej niedzieli po parę godzin dawała nam lekcji języka słowiańskiego. Tłumaczyła nam znaczenie i nazwy szat liturgicznych, a także całą liturgię nam wykładała. Uczyła nas oficjum i modlitw” (Z Kroniki domu).
Spieszyła z pomocą Ojcom Kapucynom, w ich pracy misyjnej, którzy 14 km od Lubieszowa założyli filię misyjną w Uhryniczach. Władze sanacyjne w Polsce nie pozwoliły na wybudowanie cerkwi, ani domu dla Sióstr. U Pana Artiszuka wynajęto dom i duży pokój przeznaczono na Kaplicę, do której schodzili się unici. Pracowały tu dwie Siostry (S. Józefa Bolbot i S. Róża Kazimiera Kraciuk). Siostra Jawiga jako przełożona, była ceniona przez Siostry. Te treści zawiera „Kronika Domu w Lubieszowie i Uhryniczach”. Cytuję: „Siostra Przełożona przyjeżdżała do nas (do Uhrynicz) raz na miesiąc, udzielała nam posłuszeństwa i wskazówek do dalszego zakonnego życia. Każda z nas chodziła raz w miesiącu na odprawienie reperacji do Lubieszowa. Takie miałam zaufanie do Siostry Przełożonej, że w każdym miesiącu po reperacji prosiłam o przyjęcie mnie na sprawozdanie. Siostra Przełożona chętnie mnie wysłuchiwała i udzielała mi potrzebnych oraz bardzo pożytecznych wskazówek na dalsze wykonywanie obowiązków zakonnych. Kochałam Siostrę Przełożoną jak Matkę rodzoną, więc na każde wezwanie z przyjemnością biegłam do Lubieszowa”, pisała S. Różą Kraciuk.
Zaangażowanie w pracę misyjną Siostry Jadwigi Gano, obrazuje fragment listu Ojca Gwardiana z Lubieszowa do M. Elizy Gołębiowskiej: „Przełożona może być zmieniona, ale pod warunkiem, że będzie miała ten sam szacunek i zamiłowanie do naszego obrządku i naszej misji”.
Podziwiano u Niej pogodę ducha, spokój wewnętrzny i umiejętność zaradzenia w różnych okolicznościach życia. W 1935 roku, pożar zniszczył dach domu Sióstr w Lubieszowie. Cytuję z listu S. Jadwigi: „Jak sobie radzą Siostry po spaleniu. (...) Właśnie to nieszczęście zbliżyło nas jeszcze więcej do ludu. Mówił O. Cyryl, że Matuś jakby zazdrościła mi tego krzyżyka 14.XI, o nie daj Boże nigdy przeżyć podobnej chwili. Trudno opisać jak odruchowo, a jednocześnie z  bólem wynosiłam Pana, a potem błogosławiłam Nim dom. Nie Matuś tego opisać nigdy się nie da”.
Po spaleniu, Siostra Jadwiga odesłała Siostry do Pińska, a sama zajęła się odbudową. Towarzyszyły Jej głęboka wiara i ufność w Opatrzność Bożą. Wymownym świadectwem są słowa w jednym z Jej listów z 1936 roku. Pisała: „Codziennie gwałtujemy do naszych Opiekunów Niebieskich, szczególnie Opatrzności Bożej i św. Józefa”.
Siostra Jadwiga jako przełożona była zatroskana o dobro Sióstr „Tak bym chciała, by Siostry z Lubieszowa były naprawdę Siostrami dobrymi. (...) By się trzymały swoich modlitw, zaś by były na wspólnych Mszach św. w Kaplicy”, pisała w liście w 1935 r.
Starała się łączyć obie wspólnoty zapraszając na uroczystości do Lubieszowa. Cytuję: „6 stycznia t .j. w dzień wigilii Bożego Narodzenia, według kalendarza starego, na wezwanie Siostry Przełożonej (...) jedziemy do Lubieszowa. (...) Po przełamaniu się opłatkiem i prosforą z ojcem Kapucynem na czele, zasiedliśmy do wigilijnego stołu. Nie duże było nasze grono. Składało się z 9 Sióstr i 13-ga dzieci i Ojciec Kapucyn” (Kronika Domu w Lubieszowie i Uhryniczach).
„Staraniem Siostry Przełożonej stanęła w Lubieszowie murowana obora, a przy tym studnia została przeniesiona w lepsze miejsce. Cóż z tego, kiedy Siostry nie długo korzystały z tej obory, wojna wszystkiemu położyła kres” (Z kroniki domu).
Siostra Jadwiga Gano była osobą bardzo przystojną, ale zdrapała małą krostę w okolicy nosa, która przemieniła się w „wilka” i zeszpeciła Jej twarz. Nie pomogły leki, tę chorobę przyjmowała z pokorą serca, w duchu wiary. Cytuję: „Oszpecił mię Pan Bóg, abym się nie pyszniła swoją urodą”, zapisała.
W lipcu 1939 r., komisja rządowa z Kamienia Koszyrskiego zapieczętowała prywatną kaplicę z Przenajświętszym Sakramentem w Uhryniczach i tak trwało do końca sierpnia 1939 r. Bardzo niewdzięczna i niezrozumiana była misyjna praca Sióstr w Lubieszowie i Uhryniczach. „Była to siejba łzami, krwią zbroczona”, zapisała we wspomnieniach S. Róża- Kazimiera Kraciuk. 
Wybuch II wojny światowej sparaliżował pracę misyjną Sióstr w Lubieszowie i Sióstr w Uhryniczach. 1 września 1939 roku, S. Jadwiga udzieliła Siostrom posłuszeństwa, wypowiadając przy tym znamienne słowa: „Wybuchła wojna, w ciągu której popadniemy może nawet do długiej niewoli”. Dla Sióstr, przyszły bardzo ciężkie doświadczenia. Niemcy bombardowali Polesie. W połowie września, wkroczyły wojska radzieckie. Zaczęły się rewizje.
W 1940 r., Inspektorat Szkolny zatrudnił w Sierocińcu w Lubieszowie prawosławną kierowniczkę z Kamienia Koszyrskiego. Początkowo Siostry żywiły nadzieję, że powrócą jeszcze do pracy w charyzmacie Zgromadzenia.
W „Kronice Domu w Lubieszowie i Uhryniczach”, widnieją słowa: „Przed jej przyjazdem władze miejscowe zawiadomiły Siostrę Przełożoną, że wszystko będzie spisane jako podlegające pod Państwo. (...) Siostra Przełożona rozesłała Siostry do rodzinnych domów. Została Siostra Andrzeja Ossakowska. Zaczęło się nowe życie. W pierwszym, rzędzie Kaplicę zlikwidowano. (...) Dziećmi zajęła się ta kierowniczka i już nie miały obowiązku słuchać Sióstr. (...) Siostrze Przełożonej i Siostrze Andrzei ciężko było to przeżyć, patrząc jak krwawą pracą nabyte rzeczy, ktoś sobie przywłaszcza i tym wszystkim rozporządza”.
Siostra Jadwiga Gano i Siostra Andrzeja Ossakowska wykonywały jedynie w Sierocińcu prace służebne i zlecone przez kierowniczkę: sprzątanie, bielenie domu, generalne pranie, przygotowanie zapasów: wyrób wędlin, czy wypiek chleba.
W połowie stycznia 1941 r., Siostry musiały definitywnie opuścić dom. Zlikwidowano Kaplicę. Zabrano cały majątek. S. Jadwiga przewidując rozproszenie, zaopatrzyła Siostry w ciepłą odzież. Sama nie opuściła Lubieszowa. W niedługim czasie dzieci z Sierocińca, zostały rozesłane po rodzinach, a dom Sióstr zajął „wojenny komitet”.
Siostra Jadwiga rugowana całkowicie z pracy wychowawczej i z domu, zamieszkała w wynajętym pokoju wraz z Siostrą Andrzeją Ossakowską, która pozostała, by towarzyszyć Siostrze Przełożonej. Po pewnym czasie obie Siostry podjęły pracę w szpitalu. Kilkakrotnie zmieniały miejsce zamieszkania.
Po wkroczeniu do Lubieszowa wojsk niemieckich, Siostra Jadwiga i Andrzeja wróciły do swego domu. Praca misyjna ustała prawie zupełnie. Coraz częściej dochodziło do zamieszek między ludnością polską, a ukraińską. Dla S. Jadwigi zbliżał się czas, wypełnienia ofiary z życia. Jeszcze w 1932 roku w liście do M. Izabelli Moller pisała: „Matuś, czy ja Go ukocham tak, jak tego On pragnie? Czy zdołam wynagrodzić tę sromotę Krzyżową? Czy dojdę z Jezusem, aż do Kalwarii i pozostanę z Nim w grobie do śmierci?”.
Spełniły się Jej pragnienia okazania wielkiej miłości Jezusowi i dojścia z Nim, aż na Kalwarię. Przyszedł decydujący moment. W 1943 roku, przyszli do Lubieszowa Ukraińcy i przy pomocy Niemców chcieli stworzyć niepodległą Ukrainę. Ojców Kapucynów rozpędzili, Kościół zamienili na magazyn zbożowy, a klasztor na sąd i szkołę. Mordowali Polaków, a nawet palili ich żywcem, czego doświadczył Lubieszów pamiętnego dnia 15 kwietnia 1943 roku. Wówczas prawosławne duchowieństwo Lubieszowa chciało nawrócić unitów. Zamieszki religijne sprawiły, że Siostra Jadwiga Gano otrzymała do wyboru zaparcie się religii katolickiej i przyjęcie prawosławia albo śmierć. Wybrała to drugie – męczeńską śmierć za wiarę katolicką.
Dnia 15 kwietnia 1943 roku, w  drewnianym baraku zgromadzono ok. 150 unitów. W tym też gronie była Siostra Jadwiga Gano wraz z Siostrą Andrzeją Ossakowską. Prawosławni popi z ludnością miejscową przyszli z Krzyżem i chorągwiami. Wówczas proponowano nawrócenie się na prawosławie i przyjęcie go przez publiczne wyrzeczenie się wiary katolickiej. Tym też zapewniano uwolnienie i darowanie życia. Trwającym w wierze katolickiej i w unii grożono spaleniem. Kilkanaście osób wyszło zdradzając wiarę. Siostra Jadwiga uspokajając internowanych ludzi, do ostatniej chwili podtrzymywała na duchu i zachęcała do wytrwania w wierze katolickiej i ofiarowania życia Bogu przez Maryję. Budynek został obłożony słomą i podpalony. Wówczas słychać było: modlitwy, śpiew „Te Deum” i pieśni religijne.
O Anioł Dąbrowski, Kapucyn, który pracował w obrządku wschodnim poza Lubieszowem, tak opisał to zdarzenie, na podstawie zeznań naocznego świadka: „W Lubieszowie Ukraińcy zebrali wszystkich Polaków miejscowych i dwie nasze Siostry, S. Gano i S. Andrzeję. Podpalili ich żywcem. Powstał krzyk rozpaczy. I tu Siostry bohaterki uspokajały wszystkich, wzywając, by swoje męczeńskie życie ochotnie oddali Bogu przez Maryję. Zaśpiewały przez łzy, «Serdeczna Matko» i «Święty Boże». Obie Siostry uspokajały towarzyszy męczeństwa i śpiewały pieśni religijne wśród straszliwych płomieni ognia. Między tymi męczennikami był chłopiec 14-sto letni z kolonii Horomeczko pod Lubieszowem, który wyskoczył ze strychu palącego się domu i uciekł. Od niego pochodzą szczegóły o dokonanym mordzie i poniesionym przez Polaków męczeństwie”.
S. Jadwiga Gano, zmarła śmiercią męczeńską, dn. 15.04.1943 roku, w wieku 33 lat. Spalona żywcem w Lubieszowie, stała się prawdziwą męczennicą. Jej męczeńska śmierć była wyrazem wielkiej miłości do Chrystusa. Głęboka wiara i ufność do Jezusa i Maryi, przejawiała się u Niej na co dzień. Fragment listu z 1932 roku, świadczy jak bardzo Jezus kształtował Jej życie i był Jej jedyną wartością. Oto jego treść: „To jest moja jedyna pociecha, Jezus wie jaką jestem, wie do czego dążę i gdy gniewać się będzie, odwróci się od tej nicości, to co się z nią stanie? ... A więc Jezus musi pilnować, musi prowadzić, bo wie, że bez Niego dusza moja nie może Go kochać i wielbić. Tak Matuś, jestem szczęśliwa swoją nicością i właśnie upadkami kocham Jezusa i Maryję nad życie”.
Miłość do Jezusa Eucharystycznego, przepełniała Jej serce, streszczona choćby w tym krótkim zdaniu. Cytuję: „Modlę się stale codziennie, a rano spotykamy się u stop Tabernakulum czyli Jezusa” (List z 05.10.1932 r.). Zachowane, krótkie myśli świadczą jak Jezus prowadził, umacniał i przygotowywał Siostrę Jadwigę do wytrwania w godzinie próby. Pisała: „Choć fizycznie jestem jak połamana, lecz moralnie Jezus łaską swoją trzyma przy sobie” (List 1932 r.).
Siostra Jadwiga umiała też cieszyć się radością innych, wymownym świadectwem są słowa z Jej listu, z 1932 roku. Cytuję: „Przy sposobności proszę przesłać Siostrze Gierardzie moją radość z powodu jej radości i że się modlę”.
Jak bardzo ceniła swoje zakonne powołanie i Zgromadzenie dowodzi fragment Jej listu pisany w Łomży w 1932 roku. Oto jego treść: „Zbliża się 8 grudnia, dzień w którym Matuchna przyjęła mnie już oficjalnie do naszego kochanego Zgromadzenia, ten dzień chcę spędzić w ciszy na reperacji, by podziękować Bogu za łaskę powołania i wytrwanie w nim do śmierci”.
Siostra Jadwiga pozostała wierną służebnicą Pana, aż po ofiarę z życia. Zdawała sobie sprawę, że życie jest usłane cierpieniem. Krzyż uważała za dar od Jezusa. W 1932 roku, w liście do Matki Izabeli Moller pisała: „Kogo Jezus kocha, temu krzyże zsyła, lecz nie są to krzyże, lecz klejnoty drogocenne, które ocenimy dopiero w przyszłym życiu. (...) Pomimo niedomagania, coraz to gorszego, fizycznego dziwne uczucie radości i szczęścia ogarnia duszę, że jestem Jego niepodzielną własnością i że mogę nawet cierpieć dla Niego. (...) Szczęście to kryje się gdzieś w głębi, o którym się nie mówi, lecz tylko się odczuwa. Szczęśliwa jestem, tak Matuś szczęśliwa, że jestem w Zgromadzeniu i że tyle już przeszłam, a może jeszcze więcej Jezus karze znieść i wierzę, że zniosę, bo Jezus chce tego i zniesie ze mną razem, choć natura będzie się szamotać i wyrywać, a bunt trwać będzie aż do śmierci”.

S. Teresa Jakoniuk

[„Wołanie z Wołynia” nr 4 (71) z lipca-sierpnia 2006 r., s. 31-36.]

 

Święta

Niedziela, XII Tydzień zwykły Rok A, I Dwunasta Niedz

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Sonda

Kiedy powinna być Msza Święta wieczorna w czasie wakacji?

Powinna być o godzinie 18:00

Powinna być o godzinie 19:00

Jest to dla mnie bez różnicy


Licznik

Liczba wyświetleń:
3231946

Statystyki

Zegar